Skoro wersja z olejkiem arganowym postawiła poprzeczkę tak wysoko, moje oczekiwania względem wiśniowej nowości były spore. Zastanawiałam się, czy sprawdzi się u mnie tak dobrze, jak jej poprzedniczka, i czy zapach wiśni zostanie ze mną na dłużej.
Testowałam ją na moich włosach, które są raczej bezproblemowe, niskoporowate, ale bywają kapryśne, jeśli produkt jest zbyt słaby. Jeśli jesteście ciekawe, czy różowa saszetka zdetronizowała żółtą królową, zapraszam do lektury mojej opinii.
Isana maska do włosów normalnych o zapachu wiśniowym – pierwsze wrażenia, opakowanie, konsystencja i cena
Opakowanie to klasyka gatunku w wykonaniu marki własnej Rossmanna – plastikowy trójkącik o pojemności 25 ml. To rozwiązanie, które jedni kochają, inni nienawidzą, ale nie można odmówić mu praktyczności, zwłaszcza w podróży. Cena? Tutaj Isana jak zwykle nie zawodzi. Standardowo zapłacimy za nią 2,99 zł, ale bardzo często można ją upolować na promocji za jedyne 1,99 zł. W tej kwocie trudno znaleźć jakikolwiek inny produkt do włosów, więc stosunek ceny do pojemności jest rewelacyjny.
Konsystencja produktu bardzo przypomina tę z żółtego odpowiednika. Mamy tu do czynienia z lekkim lotionem, który nie jest gęstym masłem, ale nie spływa też z dłoni jak woda. Taka formuła sprawia, że maskę łatwo wydobyć z saszetki do samego końca. Kolor jest lekko perłowy, wpadający w biel.
Jeśli chodzi o zapach, to nazwa „Kwiat Wiśni” zobowiązuje. Maska pachnie słodko, owocowo i typowo „różowo”. Jest to zapach przyjemny podczas aplikacji, kojarzący się z wiosną i cukierkami, ale niestety ma jedną wadę – trwałość. Po umyciu i wysuszeniu włosów aromat szybko się ulatnia. Nie wytrzymuje nawet godziny, więc jeśli liczycie na to, że Wasze włosy będą pachnieć wiśnią przez cały dzień, możecie się rozczarować.

Jakie efekty ma dać maseczka do włosów z Rossmana?
Tutaj napotykamy małą zagadkę, ponieważ producent… niespecjalnie rozpisał się na temat obietnic. Na opakowaniu znajdziemy informację, że jest to maska przeznaczona do włosów normalnych. Co to oznacza w praktyce? Zazwyczaj produkty tego typu mają za zadanie podtrzymać dobrą kondycję włosa, nawilżyć go i delikatnie odżywić, bez obciążania.
Nie znajdziemy tu zapewnień o spektakularnej regeneracji zniszczonych końcówek czy tafli jak z reklamy. Maska ma po prostu sprawić, że włosy będą wyglądać dobrze, będą miękkie i zadbane. Brak konkretnych obietnic paradoksalnie oceniam na plus – wolę szczerość niż marketingowe bajki, których produkt za 2 złote nie jest w stanie spełnić.
Można więc założyć, że jest to produkt do codziennego, szybkiego stosowania, który ma ułatwić nam życie i sprawić, że fryzura będzie się dobrze układać. Dla włosów „normalnych”, czyli tych bez większych problemów z porowatością czy zniszczeniami, taka lekka dawka pielęgnacji powinna być wystarczająca.
Jak używałam wiśniowej maski do włosów z Rossmana?
Ponieważ producent nie napisał dokładnie, ile minut trzymać maskę na włosach, postanowiłam zaufać intuicji i doświadczeniu z żółtą wersją (Argan i Żurawina). Zastosowałam ją jako maskę ekspresową – nałożyłam na umyte, wilgotne włosy i trzymałam około minuty, tyle co trwa szybki prysznic. Maska bardzo łatwo się nakłada i rozprowadza, dając przyjemny poślizg, co znacznie ułatwia sprawę.
Wydajność jest identyczna jak w przypadku żółtej wersji. Przy moich włosach saszetka 25 ml wystarczyła spokojnie na 2-3 użycia, co czyni ją bardzo ekonomiczną. Spłukiwanie nie sprawiało żadnych problemów, produkt nie zostawiał tłustej warstwy.
Efekty? Moje niskoporowate włosy polubiły się z tą maską. Po spłukaniu i wysuszeniu pasma były miękkie w dotyku i sypkie. Co ważne, maska ich nie napuszyła (czego zawsze się obawiam przy lekkich produktach), ale też nie obciążyła. Rozczesywanie było bezproblemowe, szczotka sunęła gładko. Był to efekt poprawnego, codziennego odżywienia.

Czy Isana maska do włosów normalnych o zapachu wiśniowym jest warta polecenia?
Będąc zupełnie szczerą – ta wersja jest w moim odczuciu nieco gorsza niż jej słynna żółta siostra. Żółta Isana (Argan i Żurawina) ma w sobie coś bardziej treściwego, co sprawia, że włosy są niesamowicie otulone i lśniące. Wersja wiśniowa jest lżejsza, mniej bogata. Nie zauważyłam tutaj tak spektakularnego wygładzenia czy intensywnego odżywienia, jakiego doświadczam przy wersji z olejkiem.
Jest to produkt jak najbardziej OK, ale nie zapadnie mi w pamięć na długo. Traktuję ją raczej jako ciekawostkę lub produkt typowo wyjazdowy. Jest idealna na wakacje, gdy chcemy wrzucić do kosmetyczki coś małego, co po prostu „zrobi robotę” po kąpieli w morzu czy basenie, nie zajmując miejsca.
Podsumowując: jeśli masz włosy normalne lub niskoporowate i szukasz taniej odżywki na wyjazd – bierz śmiało. Jeśli jednak liczysz na regenerację lub efekt „wow”, lepiej sięgnij po żółtą wersję. Wiśniowa Isana to solidny czwórkowy uczeń, ale do prymusa jej trochę brakuje.